10 kwietnia 2010 to kolejna data w tragicznej odsłonie historii Polski. Długo się zbierałem do napisania czegokolwiek. Czegokolwiek mądrego. Długo nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Włączając telewizję, co jakiś czas, sprawdzałem czy to nie sen. Czy to nie koszmar. Dziś dotarło do mnie to co się stało.
Zginął Prezydent RP Lech Kaczyński. Przez wielu opluwany, poniżany i wyśmiewany. Teraz kochany i uwielbiany. I dopiero tak wielka tragedia musiała odsłonić ludziom ten inny, lepszy obraz Pana Prezydenta. Człowieka, który jako jeden z niewielu polityków dbał o to, by historia nie została zapomniana. Jego patriotyzm był odbierany w Polsce i zagranicą jako nastawienie anty. Anty- niemieckie, anty- rosyjskie. A chodziło tylko o to, żeby prawda historyczna nie umarła. Lech Kaczyński nie pozwalał na zepchnięcie Polski na historyczny margines. Walczył o to, by świat zrozumiał, że Polska podczas II wojny światowej była krajem podbitym i poszkodowanym. Walczył o pamięć powstańców. Walczył o pamięć ofiar Katynia. Sprzeciwiał się polityce pani Steinbach. I dopiero teraz, po Jego śmierci, opinia publiczna uświadomiła sobie, że wszystko to robił dla dobra kraju. Dla dobra Polski.
Zginęła żona Prezydenta. Maria Kaczyńska. Tak samo jak On wyśmiewana. Za siatki wnoszone do samolotu. Za to, że nie była Carlą Bruni. Że Jej rozbierane zdjęcia nie były sprzedawane na największych aukcjach. I znów dopiero teraz opinia publiczna uświadamia sobie, że to była naprawdę Pierwsza Dama. Inteligentna, wykształcona i mimo, że nie wydawała poradników o jedzeniu bezy, potrafiła sobie poradzić na salonach. Przede wszystkim miała swoje własne zdanie. Czasem bardzo odmienne od swojego Męża i Jego byłej partii. Doskonale ocieplała, czasem zbyt poważny wizerunek Pana Prezydenta.
Zginęło całe dowództwo Wojska Polskiego. Z Szefem Sztabu Generalnego na czele. Dowódcę Sił Powietrznych, Generała Andrzeja Błasika znałem osobiście. I mimo, że miałem wtedy nawet nie -naście lat, to w takiej chwili pamięć powraca. Szybko i dość boleśnie. Gdzieś w domu, w albumie mamy wspólne zdjęcie.
Zginęli czołowi politycy tego kraju. Od lewej do prawej strony. I tak samo jak w przypadku Pary Prezydenckiej, każdemu z nich kiedyś, za coś się oberwało. Największe straty poniosło Prawo i Sprawiedliwość. Największe w sensie liczby ofiar. Bo każdemu, kto był na pokładzie Tupolewa należy się taki sam szacunek. Dziś każdy z tych polityków jest wspaniałym człowiekiem. Opinia publiczna raz kolejny uświadamia sobie jak wspaniałymi byli ludźmi.
Wymienianie dalej ofiar uważam za bezsensowne. Każdy już wie kto znajdował się na pokładzie samolotu, który rozbił się pod wsią Piecziersk. Teraz należy czekać. Czekać na dowód jacy jesteśmy. Czy potrafimy być tacy dobrzy przez cały czas, czy tylko podczas tygodniowej żałoby. Pierwsze debilne komentarze już się pojawiły. Zarówno, wg niektórych dowcipne, jak i poważne komentarze jak ten posła Górskiego( ten od czarnych mesjaszów) w którym pan poseł snuje teorie spiskowe jakoby to wszystko było winą Rosjan. Rosjanie pokazali, że też mają serca i sumienia. Nawet były agent KGB. Scena, podczas której premier Federacji Rosyjskiej obejmuje premiera Polski to nie kremlowska gra mająca przysłonić ponury wizerunek władców Rosji. To zwykły ludzki odruch. Politycznie bardzo ważny. Ale słowo polityka od dziś może zacząć oznaczać zupełnie coś innego. Przynajmniej na gruncie krajowym. Bo nie potrafię sobie wyobrazić dalszej bitwy PO- PiS. Ba. Należy się zastanowić czy PiS dalej będzie istniał. Najprawdopodobniej prezes PiS-u, Jarosław Kaczyński odejdzie z polityki. PiS straci swojego sternika. Partia, która opierała się niejako na czczeniu braci Kaczyńskich, partia, którą kierował jeden człowiek, człowiek, który teraz opuści szeregi PiS-u. To nie wróży dobrze dla Prawa i Sprawiedliwości. Ale zostawmy na boku dywagacje polityczne.
Jeszcze parę zdań na temat samej katastrofy. Jako człowiek, który wychował się 200m od lotniska, na samolotach się trochę znam. I ze smutkiem muszę stwierdzić, że tym razem zawiódł człowiek. Oczywiście były jeszcze inne czynniki. Brak ILS, trudne lotnisko, samolot nie należący do najnowszych(ale prawny i nadający się do lotu) i w końcu ta mgła. Zdaje się, że to wszystko zostało zignorowane przez załogę samolotu. Presja. Wioząc tak zacnych ludzi można stracić głowę. Lecz czasem lepiej narazić się na reprymendę niż ryzykować tak wiele. Tym razem pilot zaryzykował. Niestety. Przy widoczności czasem poniżej 500m, lądowanie na lotnisku bez automatycznego sytemu lądowania jest bardzo ryzykowne. Pilot nie widział nawet pasa. Pilot nie widział jak nisko leci. Powinien posłuchać obsługi naziemnej i nawet kosztem spóźnienia na uroczystości polecieć na lotnisko zapasowe. Niestety. Presja.
Czy mimo ogromu tej tragedii są jakieś pozytywy? Zobaczymy co przyniosą następne tygodnie, miesiące. Zobaczymy jak będzie wyglądać kampania prezydencka. O ile w ogóle będzie miała miejsce. Nie pora teraz mówić kto co na tym zyska politycznie. Teraz należy jedynie w ciszy pochylić na chwilę głowę i szepnąć:
Cześć Ich Pamięci.
0 komentarze:
Prześlij komentarz